Jest pierwszy rozdział Niesfornego Kota. Pierwsze kilka rozdziałów przeniosę w wersji przerobionej, żeby to się kupy trzymało. Moja pierwsza Shizaya (ach, te wspomnienia.
Niesforny Kot to opowieść o Izayi, który z pewnych powodów ukrywa się w Tokio. Gdy zostaje pobity, osoby podające się za Nakurę i Kanrę przynoszą go do Shizuo. Ex barman, choć początkowo niechętny zajmowaniu się wrogiem, szybko odkrywa, że Orihara nie jest wcale tak podły, jakby się wydawało.
Rozdział
1
Telefon
-
Raira? - powtórzyłem znudzony, przesuwając wzrokiem po praktycznie
pustym lokalu. Nie byłem zaskoczony tą decyzją. W końcu zawsze
powtarzały, że chcą tam iść.
Mairu
i Kururi siedziały naprzeciw mnie przy stoliku w Rosyjskim Sushi.
Zajadały się surową rybą. Ja swoją porcję już skończyłem –
w końcu wpadłem tylko coś przegryźć - a one mnie złapały.
Wolałem zostać i przecierpieć godzinną paplaninę Mairu, niż
wyłączać później każdy jeden telefon i udawać, że nie ma mnie
w mieszkaniu. Młodsza z bliźniaczek bywała nieobliczalna, kiedy ją
ignorowałem na żywo. Już łatwiej było się rozłączyć, kiedy
dzwoniła – później nie musiałem znosić konsekwencji.
-
Gratuluję - mruknąłem. - Tylko nie róbcie problemów.
-
Powiedział ten, który wcale ich nie sprawiał - prychnęła
okularnica, a ja uśmiechnąłem się krzywo.
-
Robiłem problemy – przyznałem, wzdychając
ciężko.
Po
co ja właściwie z nimi rozmawiam?
- Ale rodzice wtedy nie byli za granicą niemal przez okrągły rok.
I tak macie szczęście, że nie kazali wam przenosić się ze mną
do Shinjuku, gdy się wyprowadziłem.
-
To ty ich o to uprosiłeś - przypomniała mi Mairu. Jakbym nie
zdawał sobie z tego sprawy. Nie miałem ochoty mieć tych dwóch na
głowie 24/7. - Poza tym, chodzimy do Rairy już miesiąc, a ty o
niczym nie wiesz! Jaki z ciebie brat? Do
tego kiepski informator!
-
Nie to, że nie wiedziałem. Po prostu nie widziałem powodu, by
cokolwiek mówić. Mając mnie za korepetytora musiałybyście się
nieźle postarać, by nie dostać się do tej szkoły.
-
Ktoś ma wysokie mniemanie o sobie - burknęła młodsza. Machnąłem
lekceważąco ręką. Wstałem, zapłaciłem za siebie i siostry, po
czym wyszedłem z lokalu, zerkając jeszcze kątem
oka
na Kururi. Zwykle mało się odzywała, ale dziś nie wypowiedziała
ani słowa nawet do Mairu. To było podejrzane.
Musiało się coś stać.
Nie
przeszedłem dziesięciu metrów, kiedy bliźniaczki zastąpiły mi
drogę. Popatrzyłem na nie pytająco. Po ich minach stwierdziłem,
że naprawdę musiało się coś stać. Zaciągnęły mnie do parku.
Był wieczór, więc ludzie jedynie przechodzili przez to miejsce.
Nikt się nie zatrzymywał, by usiąść i nacieszyć się
kwietniowym wieczorem. A
przecież nie ma nic lepszego od świeżego powietrza i cudzych
dramatów.
-
Mairu? Kururi? O co chodzi? - Nie wytrzymałem po kilku długich
minutach ciszy. Obie siedziały na samotnej ławce. Mój cień
przesłaniał ich twarze.
-
Nie domyślasz się? - spytała poważnym głosem Mairu.
Przekrzywiłem głowę. Było wiele rzeczy, które ukrywałem. Nie
mogłem dokładnie określić, która z nich przedostała się do tej
dwójki. Mogę mieć tylko nadzieję, że nic z tego jednego,
jedynego tematu, na który kompletnie nie chce rozmawiać.
-
Amnezja - szepnęła niepewnie Kururi. Ach, więc to je trapi. Ale to
też temat, na którym łatwo się walnąć nawet mi.
-
Mówiłem już, że nic nie pamiętam - skłamałem gładko,
opierając dłoń na biodrze. I to nie był ich biznes.
-
Jak to dokładnie było? - Wzrok Mairu mówił, że dziewczyna nie
łyknie głodnego kawałka, którym była okrojona historia
przedstawiana im przez rodziców. Kucnąłem, opierając łokcie o
kolana.
-
Tak jak już mówiliśmy - odparłem z kolejnym ciężkim
westchnięciem. Jakie irytujące! - Wasi rodzice znaleźli mnie w
uliczce niedaleko waszego domu. Zabrali mnie i zajęli się mną.
-
Podobno byłeś we krwi? Tak powiedział Shinra.
Ten
przeklęty lekarzyna ma za długi język. Gada o czymś, o czym sam
dokładnie nie wie. Powinienem był mu uciąć ten cholerny jęzor!
Ale
Celty by mnie zabiła, a ja nie mam ochoty jeszcze żegnać się z
życiem.
-
Prawdopodobnie zostałem napadnięty. Nie wiem. Nie pamiętam.
Pamiętałem o sobie szczątkowe informacje. Czego wy ode mnie niby
oczekujecie?
-
Prawdy - padła cicha odpowiedź z ust Kururi.
Wyprostowałem
się. Miałem dość, a one nie miały prawa żądać ode mnie takich
informacji.
-
Wasi rodzice mnie znaleźli całego we krwi. Miałem amnezję. Do tej
pory nie mogę sobie przypomnieć niczego, co się zdarzyło przed
moim trafieniem do waszego domu. Pamiętałem tylko swój wiek i
imię. Koniec tematu.
Odwróciłem
się i odszedłem szybko, by nie tracić czasu na dalsze pytania.
Bliźniaczki powinny zainteresować się sobą, szkołą i swoimi
znajomymi. Nie powinny się wtrącać w moje życie. Nawet jeśli
amnezja była prawdą, nawet jeśli kłamałem o tym, że wciąż nic
nie pamiętam, nie miały prawa pchać się w moje sprawy. Nie
powinny. To mogłoby się dla nich tragicznie skończyć.
Chyba
jednak troszkę się o nie martwię.
Zakląłem
pod nosem. Musiało się coś stać, że poruszały ten temat. Tylko
że to było dla mnie tabu. Nie potrafiłem myśleć logicznie, kiedy
dochodziło do rozmowy o tym. Powtarzałem tylko w kółko teksty o
amnezji. Inaczej nie potrafiłem. Co im miałem powiedzieć? Może i
dullahany były na porządku dziennym, podobnie jak ludzie z
nadprzyrodzoną siłą, ale to, czym ja byłem, czym jestem i czym
zawsze będę… Nie chcę o tym mówić. Nie chcę pamiętać.
Kopnąłem
najbliżej stojący automat. Ponownie zakląłem, czując ból w
nodze. Usiadłem na murku i sprawdziłem, czy sobie czegoś nie
uszkodziłem. To było takie wkurzające. Ludzkie ciało jest
stanowczo zbyt delikatne.
Wsunąłem
palce we włosy, zacisnąłem je w pięść i pociągnąłem. Teraz
będzie mnie męczyć to, co je tknęło, by wspominać o tej
cholernej amnezji. Nienawidzę, kiedy jestem taki bezmyślny. Chyba
robię się za bardzo ludzki. Jestem bogiem, do cholery! Muszę się
otrząsnąć!
Dopiero
po dłuższej chwili zdałem sobie sprawę, że ktoś nade mną stoi
i mi się przypatruje. Zerknąłem w górę, obawiając się twarzy,
którą ujrzę. Strój barmana, jasne włosy, papieros w ustach,
ciemne okulary. Brakowało jedynie nadal w spokoju stojącego obok
automatu w rękach i pełnego nienawiści do mojej osoby wyrazu
twarzy. Ulżyło mi. Naprawdę mi ulżyło, gdy uświadomiłem sobie,
że to ten przeklęty Heiwajima. Mężczyzna wypuścił dym z płuc,
gasząc niedopałek. Wyrzucił go do kosza, po czym, ku mojemu
wielkiemu zdziwieniu, oparł się o automat.
Ten
gość nieustannie mnie zaskakuje.
-
Shizu-chan staje się pacyfistą? - zakpiłem, maskując swój
niepokój asymetrycznym, pełnym arogancji uśmiechem. Znowu
przybierałem maskę, której tak nienawidzę.
-
Nie jestem osobą, która wykorzysta fakt, że ktoś jest podłamany.
Nawet jeśli tym kimś jest taka menda jak ty. - Jego głos wydawał
się normalny, ale znałem blondyna zbyt długo, by nie dosłyszeć
nutki niepokoju. To było zabawne. Osoba, która obiecywała mi
śmierć, martwiła się o mnie. Chyba jednak bardziej irytujące,
niż zabawne.
-
Podłamany? Że niby ja? Żartujesz?
Nie
jestem podłamany. Ja jestem na granicy depresji, kiedy myślę o
swojej przeszłości i o tym, co mnie jeszcze czeka!
-
Twoje siostry twierdzą, że dziwnie się dziś zachowujesz.
Rozmawiał
z nimi? O czym? Dlaczego? Po jaka cholerę do niego poszły? A może
przypadkiem coś słyszał? Mógł nas też widzieć w parku. Tyle
pytań i tak mało informacji. Zero jakiejkolwiek satysfakcji.
-
Co niby mówiły? - Nie dałem po sobie poznać paniki.
Podrapał
się po karku.
-
Słyszałem... że nie nazywasz się Orihara...
Wstałem
gwałtownie, rzucając mu mordercze spojrzenie.
-
Powiedz komuś, a zabiję na miejscu – wysyczałem. No i straciłem
nerwy. Powinienem go wkurzyć i zwiać. Jestem debilem. Skończonym
kretynem.
-
Więc to prawda? - Był szczerze zdziwiony. Cholera! Pewnie myślał,
że dziewczyny z niego kpią. Stanowczo jestem idiotą. Dlaczego nie
potrafię zachować spokoju w tej jednej kwestii?!
-
Nie twój interes. Nie zamierzam zwierzać się akurat tobie,
Shizu-chan.
Nie
zamierzam znowu popełnić tego błędu. Wystarczy, że Shinra mniej
więcej wie, co się wtedy wydarzyło. W sumie to nawet on nie zna
tak do końca prawdy. Jeszcze by chciał zrobić na mnie sekcję.
-
Nie martwię się o ciebie - powiedział oschle. - Niepokoi mnie
zachowanie twoich sióstr. Może nie Kururi, ale Mairu zawsze tyle
gada, a dziś... Żadna z nich nawet nie wspomniała o Kasuce. Coś
musi je naprawdę martwić. Zawsze mnie o niego męczą.
Faktycznie
dziwne. Bliźniaczki szalały za bratem Shizu-chana i zawsze go o
niego pytały, gdy tylko widziały blondyna.
Oby
tylko nie weszły w kontakt z tym draniem.
-
A ty co? Dobry samarytanin się znalazł! Też zamierzasz wtrącać
się w coś, co cię nie dotyczy?! Nie możesz po prostu wyrwać tego
cholernego automatu i nim we mnie rzucić, tak jak zawsze to robisz?!
Czemu...
Dźwięk
jednego z moich telefonów przerwał mi w pół zdania. Wyciągnąłem
przedmiot z kieszeni i odebrałem, nawet nie patrząc na wyświetlacz.
-
Czego? - warknąłem. Nie musiałem się martwić, że po drugiej
stronie znajduje się któryś z moich cennych klientów. Ten telefon
był prywatny.
-
Izaya?
Zamarłem.
Chociaż patrzyłem na Shizu-chana, nie widziałem go. Głos brzmiący
przy uchu oddalał się. Szok spowodował, że rozluźniłem palce i
telefon upadł na chodnik.
On...
Czemu do mnie dzwonił? Skąd ma mój numer? Jakim cudem dorwał się
do informacji o mnie?
Moją
głowę wypełniły wspomnienia pełne krwi i nieopisanego bólu.
Dobry~
OdpowiedzUsuńczytając zastanawiałam się cały czas, skąd ja to znam. Nie wiem jakim cudem, ale wiedziałam co będzie dziać się dalej, a także słowa Shizuo o tym "słyszałem, że nie nazywasz się Orihara..." i telefon. No po prostu jakbym to już czytała. Tak samo mam wrażenie
Prawdopodobny spojler:
czy Izaya jest demonem lub czyms w rodzaju kota? Czy potem bedzie tracił moce lub bedzie musiał wykorzustac Shizuo? Kurcze.. napradę. Męczy mnie to, że wydaje mi sie że to znam xd
Wstawiałaś to gdzieś kiedyś? Może czytałam i nie mogę sobie przypomnieć... mam amnezje x"D
Pozdrawiam serdecznie! Cały rozdział był super i bardzo szybko i przyjemnie mi się czytało