niedziela, 24 stycznia 2016

Niesforny Kot. Rozdział 3: Kanra i Nakura

Rozdział poprawiony i gotowy do przeczytania! Zapraszam :)



Rozdział 3
Kanra i Nakura
Tej nocy Shizuo nie potrafił usnąć. Na samą myśl, że jego wróg zachowywał się jak przerażone dziecko, sprawiała, że czuł się nieswojo. To nie było w stylu informatora. Blondyn przywykł do Izayi, który bawi się ludźmi, mając za nic ich uczucia. Przywykł do osoby bez skrupułów, do okrucieństwa i chaosu, który wprowadzał brunet. Do szyderczego uśmieszku, patrzenia na wszystko z góry i irytującej, lekceważącej postawy. Ale nie do tego szczerego przerażenia, łez i dezorientacji!
Bezsenna noc sprawiła, że kolejnego Heiwajima był rozdrażniony bardziej niż zwykle. W ciągu pracy Tom kilkukrotnie chciał zapytać współpracownika, co się dzieje, jednak rezygnował z tego. Znał Shizuo i nie chciał bardziej irytować swojego byłego kouhaia. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli blondyn poczuje taką potrzebę, powie mu, w czym rzecz. No i jeśli Heiwajima nie chciał o czymś mówić, to i tak Tanaka nie wyciągnąłby tego z ex barmana.
To mogłoby wydawać się niezwykle dziwne, ale Shizuo czuł się źle z faktem, że Izaya nie zawitał do Ikebukuro przez kolejne kilka dni. Nie tęsknił za nim i jego niszczycielskimi planami. Chodziło raczej o to, że nigdy nie widział swojego wroga w tak opłakanym stanie emocjonalnym, a przecież znali się już jakieś dziesięć lat. To, co martwiło informatora, musiało mieć wielką wagę. Ponadto to, co Izaya mówił podczas ostatniej wizyty blondyna w mieszkaniu Orihary, niepokoiło Shiuzo jeszcze bardziej. Nie był pewien, czy to były groźby, czy może ostrzeżenia przed niebezpieczeństwem. To drugie pozornie zdawało się być nie na miejscu, nie w stylu Izayi, ale z tym facetem nigdy nic nie było pewne w stu procentach.
Gdy maj powoli się kończył, Shizuo postanowił sprawdzić, czy Izaya wyjechał zgodnie ze swoją zapowiedzią. Na miejscu zastał niedomknięte drzwi. Wszedł ostrożnie do środka, by się rozejrzeć, ale to, co zobaczył, sparaliżowało go na kilka chwil. Książki z ponad połowy regałów zostały zrzucone na podłogę, meble były poprzewracane, komputer roztrzaskano. Po przestronnym pomieszczeniu walały się ubrania, a w kącie leżała otwarta walizka. Zrobił kilka kroków, ale gdy spojrzał pod nogi, znów zamarł. Duża, ciemna plama. Nie wiedział dlaczego, ale czuł, że to krew.
Więcej nie wrócił w tamto miejsce. Miał złe przeczucia. Dlaczego mieszkanie Izayi tak wyglądało? Brunet nie był zbyt silny, ale nadrabiał to szybkością, zwinnością i sprytem. Nawet Shizuo nie miał szans go dorwać, więc był pewien, że z Oriharą wszystko w porządku. Tylko skąd to złe przeczucie?
Pod koniec czerwca, niemal dwa miesiące po wyjeździe Izayi, Shizuo siedział w swoim salonie, wbijając wzrok w sufit. Odkąd poznał Oriharę modlił się o jego zniknięcie i spokój w swoim życiu. Brunet zniknął. Względny spokój zawitał w życiu Shizuo. Ale Heiwajima nie cieszył się z tego. To było za proste. Doskonale wiedział, że jeśli coś jest zbyt proste w kwestii Izayi, powinien się przygotować na coś dużego i niebezpiecznego. I wciąż nie opuszczały go złe przeczucia.
W noc ostatniego dnia czerwca Heiwajima podskoczył zaskoczony, wyrwany ze swoich myśli przez gwałtowne pukanie do drzwi. Spojrzał na zegar wiszący na ścianie. Zbliżała się północ. Zmarszczył brwi. Rzadko przyjmował gości. A kiedy już mu się to zdarzało, nie przyjmował ich o tak późnej porze. Idąc do drzwi, zastanawiał się, kto go niepokoi o tej porze. Do głowy przyszły mu tylko dwie osoby – Celty wysłana z jakąś przesyłką od Shinry i sam lekarz. Ale obie te opcje były mocno naciągane. Spojrzał przez judasza i oniemiał.
Dziewczyna.
Brunetka stojąca po drugiej stronie drzwi znów załomotała w drewno. Wyglądała na przerażoną, a policzek miała we krwi. Shizuo otworzył szybko drzwi, nawet się nie zastanawiając nad tym, co robi. Nie wiedział, kim jest dziewczyna, ale czuł potrzebę, by jej pomóc. Przecież nie mógł jej tak po prostu zostawić!
Przydługa bluza, spodnie, dłonie, policzek - niemal cała była we krwi. Łzy pociekły jej po policzkach, kiedy ujrzała wysokiego blondyna. Były barman otwierał już usta, by zapytać, co się stało i kim dziewczyna jest, ale brunetka uprzedziła go.
- Shizuo... Heiwajima...? - Jej głos drżał od tłumionego szlochu. Blondyn skinął niepewnie głową, a wtedy delikatne dłonie zbroczone krwią zacisnęły się na jego jasnym podkoszulku. - Proszę nam pomóc... Braciszek... Mój brat jest w opłakanym stanie... Proszę... On potrzebuje lekarza... On... On... - Dziewczyna rozpłakała się. Shizuo nie bardzo wiedział, co powinien zrobić. Zastanawiał się, czy już ją gdzieś widział, ale nie przypominał sobie takiej sytuacji. Możliwe, że jej brat ją znał. Pytanie, kim jest jej brat?
- Gdzie twój brat? - Shizuo spytał o to, zdając sobie sprawę, że krew mogła nie należeć do dziewczyny. Z trudem zrozumiał jej odpowiedź. Po chwili pędził już w dół schodów, zostawiwszy brunetkę przed swoim mieszkaniem.

*

- Tragicznie nie jest - oznajmił Shinra, prostując się i odwracając do zapłakanej dziewczyny, która kuliła się na fotelu w salonie Shizuo. Blondyn opierał się o oparcie fotela, zastanawiając i nie odrywając wzroku od pacjenta leżącego na jego sofie. Nie miał pojęcia, co się właściwie stało, ale wbrew wszystkiemu, co mówił Izaya, był człowiekiem i nie potrafił zostawić na pastwę losu osoby na granicy życia i śmierci.
- Ale dobrze też nie? - domyślił się były barman. Shinra niepewnie pokiwał głową, sprzątając po sobie.
- Będzie żył? - spytała z nadzieją brunetka, podnosząc mokrą od łez twarzyczkę i wlepiając szklące się oczy w lekarza. Młody mężczyzna spojrzał na nią, a potem na bladego jak kreda pacjenta.
- Jego stan jest stabilny - odparł krótko. Dziewczyna westchnęła z ulgą. Nie zastanawiał ją zdławiony głos lekarza ani spięte mięśnie brata stojącego pod ścianą. Nastolatek zasugerował, by się trochę przespała po całym dniu wrażeń. Shizuo zaprowadził ją do swojej sypialni i wrócił szybko. Trójka milczała, wsłuchując się w oddech pacjenta.
- Jest źle, prawda? - spytał nastolatek po kilku długich minutach męczącej ciszy, nie dbając o to, czy obudzi szybko zasypiającą siostrę.
- Jest stabilny - powtórzył Shinra, zamykając na moment oczy. Gdy je otworzył patrzył wszędzie byle nie na chłopaka. - Ale to nie znaczy, że jest dobrze. To, że nie jest tragicznie, nie znaczy, że nie jest źle. Powinien trafić do szpitala.
- Brat powiedział, że jeśli zabierzemy go do szpitala, to prędzej nas znajdą.
- Kto go tak urządził? - Shinra spojrzał w niebieskie oczy nastolatka. Chłopak nie odrywał wzroku od twarzy śpiącego brata. Nie odpowiedział, a Shinra nie zamierzał drążyć tego tematu. - Jak się nazywasz? - zmienił temat.
- Nakura Tsukiyomi. - Odpowiedź była natychmiastowa. - Moja siostra to Kanra.
Shizuo i Shinra spojrzeli na siebie zaskoczeni. Obaj nie rozumieli, dlaczego leżący na kanapie Izaya jest nazywany "bratem" przez tę dwójkę. Nie rozumieli, jakim cudem ktoś doprowadził go do takiego stanu. W końcu nawet Shizuo nie potrafił go załatwić do takiego stopnia. Ale wiedzieli jedno. "Kanra" i "Nakura" to pseudonimy Orihary, których systematycznie używał. Pierwszego podczas rozmów na czacie, drugiego – jako członek Dollarów.
Shinra spojrzał nieufnie na nastolatka.
-Nakura, jesteście biologicznym rodzeństwem? - Z jego głosu zniknęło wszelkie współczucie.
Chłopak spojrzał na lekarza zaskoczony. Po dłuższej chwili skinął głową.
- Więc Izaya nazywa się Tsukiyomi? - kontynuował Kishitani, a chłopak tylko kiwał głową.
- Uciekł z domu - wyjaśnił Nakura. - Nie powiedział wam? Kiedy się z nami spotykał, zawsze powtarzał, że jeśli będzie naprawdę źle, możemy szukać pomocy u osób, którym w pewnym stopniu ufa. Przede wszystkim mieliśmy pytać o blondyna ubranego jak barman. W Rosyjskim Sushi podano nam pana nazwisko i adres – tu Nakura spojrzał na Shizuo. - Po drodze natknęliśmy się na brata. Oberwało mu się, ale zdołaliśmy uciec i tak tu trafiliśmy.
- Dużo wyjawiasz jak na jego brata - zauważył Shizuo, który również zaczął coś podejrzewać. Coś mu się nie zgadzało, tylko jeszcze nie wiedział co dokładnie.
Chłopak uśmiechnął się.
- Brat jest nieśmiały i ostrożny. To dlatego.
Zarówno lekarz, jak i były barman, zamrugali zaskoczeni. Nie wyobrażali sobie, by Izaya mógł taki być. Chcieli zapytać o szczegóły, ale Nakura oznajmił, że jest zmęczony i zniknął w sypialni, chcąc być blisko siostry.

*

- Śpisz?
- Nie.
Za oknem zaczynało jaśnieć. Słońce powoli wstawało, by powitać nowy dzień, w ogóle się nie spiesząc. Zupełnie jakby nie zdawało sobie sprawy, że pewnego dnia może już nigdy nie pojawić się na horyzoncie.
Nakura siedział na parapecie, obserwując zmieniające barwy niebo, ale gdy usłyszał odpowiedź siostry, przeniósł na nią wzrok. Na jego twarzy nie było emocji. Jedynie obojętność i zimne spojrzenie. Dziewczyna siedziała z kolanami podciągniętymi do brody. Miała zamknięte oczy.
- Martwisz się? - spytał głosem wyzutym z emocji.
- O co? - spytała, ale Nakura wiedział, że zrozumiała jego pytanie. Nie odezwał się. Jedynie patrzył. Minęło kilka minut. Dziewczyna westchnęła i również spojrzała na chłopaka. - Ty się nie martwisz?
- O niego? Nie bardzo. - Znów spojrzał na słońce. - Martwi mnie raczej ich reakcja na to, co planujemy.
- Izaya nas ukatrupi – jęknęła Kanra. Nakura wybuchł śmiechem. - I co cię tak bawi?!
- Nic, nic. - Machnął lekceważąco ręką. - Zwyczajnie jest na to za miękki. Ten nasz Izaya… To będzie bardzo interesujące.

2 komentarze:

  1. Genialne ;3 bardzo mi się podoba, Izaya jako demon to fajny pomysł ;D kiedy nastepny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic dodać, nic ująć~ Czekam na nexa ^^

    OdpowiedzUsuń